Małgorzata idzie na wojnę - Wojciech Lubawski, Tomasz Natkaniec
Oj, dobra książka dwóm panom autorom wyszła! Oj, jaka pyszna! Czytałam z wypiekami, zaśmiewałam się w głos, łzę cichcem wycierałam, a po zakończonej lekturze zła byłam niczym Zagłoba na pusty kufel! Jak to tak można - rozkochać czytelnika w pannicy, która się kulom nie kłania i która niewyparzony język ma równie wielki jak serce, a potem tak go, sierotkę, porzucić na pastwę domysłów? Bo to tom pierwszy jest - niby dobrze, bo będzie więcej, ale i niedobrze, bo cierpliwość nie jest moją mocną stroną...
 
Książki nie odkładałam na później, nie wciągałam na legendarną, niekończącą się listę "muszę przeczytać, bo nie umrę spokojnie", ale zabrałam się za nią od razu. Już po opisie okładkowym wiedziałam, że są to zdecydowanie "moje klimaty". W tego typu awanturach zaczytywałam się od wczesnego dzieciństwa (może nie od niemowlęctwa, ale rodzinne podania głoszą, że zaczęłam niewiele później), począwszy od Makuszyńskiego, Przyborowskiego, Sienkiewicza. Niestety, od jakiegoś czasu ciężko mi natrafić na książkę w starym, dobrym stylu na poły wesołej, na poły wzruszającej gawędy o wspaniałych ludziach, wielkim patriotyzmie i szacunku dla tradycji. A tym razem wystarczyło mi nosem nad "Małgorzatą" pociągnąć i już wiedziałam, że znajdę tam hajduczka na miarę Baśki Wołodyjowskiej.
 
Nie chcę treści opowiadać, żeby Wam zabawy nie psuć, powiem tylko tyle, że jest sobie "panna potforra", jak ją potem jeden z bohaterów nazywać będzie, która najpierw działa, a potem dopiero myśli. Dziewczyna mieszka w Krakowie i w najbliższym czasie zamierza wyjść za mąż. Plany biorą w łeb, bo niespodziewanie pod drzwiami panny staje kolega szanownego narzeczonego, Bolek Długoszowski herbu Wieniawa (jeśli coś Wam to mówi, to mówi Wam dobrze!) i dostarcza list. Treść zwięzła: kochanie, żenić się nie mogę, na wojnę iść muszę. A jest właśnie rok 1914, Józef Piłsudski apeluje, by na Rosjan ruszyć i skończyć raz na zawsze z tyranią wschodniego zaborcy. Część (głównie młodsza) narodu mu przyklaskuje, jednak większość jest oburzona - jak to, sprzymierzać się z odwiecznym wrogiem, Austrią, żeby pozbyć się tak "ludzkiego" okupanta jakim jest Rosja? Żeby się za bardzo w wojenną politykę nie zamotać powiem tylko, że z Krakowa wyrusza I Kompania Kadrowa, a szanowny narzeczony zamierza do niej dołączyć. Panna potforra, czyli Małgorzata Szczerbińska, płonie słusznym gniewem, pakuje walizkę i ucieka z domu, żeby zamordować niedoszłego męża. I to zupełnie na serio! I powiecie mi, że to Makuszyńskim nie pachnie? :)

Jerzy Kossak, Wymarsz I Kompanii Kadrowej z Oleandrów, 6 VIII 1914 r.
Dziewczyna z początku ma bardzo małe pojęcie o tym, co się właśnie w Polsce dzieje, ale podróż tropem Januarego (ukochany ma tak uroczo niedzisiejsze imię) będzie dla niej wielką lekcją historii i patriotyzmu. Często trudną i bolesną, ale jakże jednocześnie wspaniałą. Małgorzata spotyka na swojej drodze ludzi, dla których myśl o wolnym kraju jest w owej chwili jedyną, najważniejszą pod słońcem, słucha opowieści o bohaterach, zesłaniach, o powstaniach i o walkach. Dzięki temu dojrzewa, zaczyna wiele pojmować i powoli traci zapał do ukatrupiania ukochanego. Bo może on właśnie postąpił tak, jak należało?
 
Czytaj dalej na: Zielono w głowie