"Można podobno usłyszeć, jak Jeżące Włos Księgi szeptały i szlochały w ciemnościach..."
MIASTO ŚNIĄCYCH KSIĄŻEK TW - WALTER MOERS

...Otwierały się ze skrzypieniem jak zardzewiałe drzwi do podziemnych, dawno zapomnianych lochów, w których czaiło się Nienazwane. Gdy je otwierano, nierzadko wyrywał się z nich upiorny krzyk lub potworny śmiech. Czasami wydobywało się z nich zimne tchnienie, wiatr wypełniony szeptami, poruszający pożółkłymi zasłonami w pokojach umierających w prastarych, przeklętych zamkach, wypełnionych niespokojną obecnością przeklętych dusz. Książki te potrafiły rozpłynąć się w powietrzu w trakcie czytania i z chichotem zmaterializować w zupełnie innym miejscu w pokoju."

 

"Za każdą stroną Jeżącej Włos Księgi, w każdym rozdziale, w każdym zdaniu mogła czaić się groza w formie przerażającego sformułowania, które ścinało krew w żyłach. Nerwy napięte jak postronki raz za razem odrywały od czytania. Tam! Czy nie była to ręka na szybie? Może to ręka bezwzględnego rabusia grobów, któremu skończyły się już zapasy ciał na położonym w pobliżu cmentarzu wyrzutków, którymi zaopatrywał szaloną alchemiczkę z laboratorium po sąsiedzku? Owego laboratorium, z którego nocą wydobywają się zawsze te przerażające wrzaski? 
 

Nie, to tylko liść w kształcie ręki przyciśnięty do szyby przez wiatr, liść w przerażający jednak sposób przypominający łapę obłąkanego idioty wioskowego, który w czasie pełni księżyca wypatrywał po oświetlonych domostwach nowych eksponatów do swej kolekcji uciętych głów. Ha! Czy to nie jego łapa zaciskała się, dusząc, wokół naszego gardła? Nie, to tylko szal, który związaliśmy sobie wokół szyi z powodu jesiennych grobowych chłodów, zakradających się do biblioteczki. Związał? Ktoś kogoś związał? 

 

Zestresowany czytelnik opuszcza książkę i zaczyna obgryzać paznokcie. Nie powinien jej raczej odłożyć? Zakopać? Spalić? Zamurować? Ale przecież to takie pasjonujące! Tam! Uderzenie dzwonu, gdzieś z oddali jak gdyby wydobyte z dzwonka na umarłych, poruszonego przez otulonego czernią kosiarza, który nadszedł by... Nie, to tylko pusty kieliszek po winie trącony łokciem. 

 

Pot spływa w lodowatych strugach, wszystkie włosy na ciele stają dęba, serce bije już niemal w gardle - i wtedy w spoczywającej na kolanach Jeżącej Włos Księdze przewraca się samoistnie z szelestem strona, tak nieoczekiwanie, tak zaskakująco, tak szokująco, że o mało nie przyprawia o zawał serca."