Pasja Artemizji - Susan Vreeland

Autorka ma wspaniałe pióro - pisze lekko, a jednocześnie pięknie. Jej dialogi są nie tylko ciekawe, ale także znakomicie skomponowane, a opisy nie nudzą, ale fascynują. Postać Artemizji staje się bliska, jej i czytelnika nie dzieli już kilka stuleci, zaczynają się dobrze znać i rozumieć. Nie znałam tej malarki, nie słyszałam o niej dotąd, ale zadziwiło mnie nie tyle to, że istniała i malowała, ile to, w jaki sposób żyła, jak walczyła o siebie, o wolność, o uznanie. Siedemnasty wiek to nie średniowiecze, a jednak pełen był okrucieństwa i głupoty, szczególnie względem kobiet uznawanych za podludzi, za mniej wartościowe od zwierząt. Nikt nie przejmował się sprawiedliwością w stosunku do nich, nikt nie traktował ich poważnie. A jednak Artemizja Gentileschi powoli zaczęła coś zmieniać. Została uznaną malarką, przyjęto ją w szeregi ekskluzywnej akademii - również to, na tle wiedzy o stosunku ówczesnych mężczyzn do płci przeciwnej, zadziwia. Warto pamiętać o tej wspaniałej kobiecie, tak długo nieszczęśliwej i tak walczącej.