Walka kotów - Eduardo Mendoza

"Walka kotów" to moja pierwsza przygoda z twórczością Mendozy - z ręką na sercu mogę powiedzieć, że na pewno nie ostatnia. Kolejny raz udaje mi się natrafić na powieść napisaną przez jednego ze współczesnych pisarzy hiszpańskich, która mnie wciąga, oczarowuje, zachwyca, która intryguje - nie tylko w trakcie lektury, lecz także po jej ukończeniu. Powoli literatura iberyjska zaczyna plasować się na szczycie podium mojej prywatnej hierarchii . 

 
     Eduardo Mendoza jest pisarzem uznanym na świecie, nagradzanym, honorowanym - wcale mnie to nie dziwi. Styl jakiego używa to majstersztyk. Rytmiczny, spójny, pełen dygresji - zachwyca niczym dojrzała, głęboka melodia. Dochodzi do tego przepiękny język oraz znakomicie wymyślona historia i już mamy jedną z najlepszych książek, jakie ostatnio wpadły mi w ręce.
 

      Oryginalna "Walka kotów" posiada podtytuł, który nie został uwzględniony przez polskiego wydawcę. Brzmi on "Madryt 1936". Wydaje mi się, że pominięcie go oznacza niedocenienie czytelnika, który sięga po polskojęzyczną wersję - czy dla nas połączenie tego miasta z tą właśnie datą naprawdę nic nie znaczy? Wydaje mi się, że mimo wszystko aż takimi ignorantami nie jesteśmy i dopisanie mniejszymi literami podtytułu mogłoby książce tylko większego grona wielbicieli przysporzyć. Sięgnąłby wówczas po nią każdy, kto kocha historię, a dla którego łysy tytuł plus niewiele mówiący opis okładkowy z dziejami Hiszpanii niekoniecznie się kojarzy. Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem...

 

Więcej na: Zielono w głowie