Sherlock Holmes i jego telefon komórkowy ;)

      Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze i że lato Wam służy. Jak to zwykle bywa w czasie wakacyjnym, ruch internetowy trochę zwalnia, wszystkim nam brakuje czasu, żeby siedzieć w domu i pisać, czytać lub komentować - pogoda sprzyja zanurzaniu się w ciepełku, wystawianiu nosa na działanie promieni słonecznych i najróżniejszych wędrówkach, bliższych (do parku), trochę dalszych (krótki wypad gdziekolwiek, byle poza granice miejsca zamieszkania) i całkiem dalekich (kto był w Hiszpanii? przyznać się!!). 

 
      U mnie też trochę leniwiej, zamiast tworzyć jeden porządny tekst mam kilka pozaczynanych i przez większość wolnego czasu zbieram materiały, które mogą mi się przydać w ich pisaniu, ale jakoś nie mam natchnienia, żeby porządnie skończyć choć jeden. Mam tylko nadzieję, że dzięki temu powstają naprawdę wartościowe, wyczerpujące i ciekawe artykuły. Przyznać też muszę, że ostatnio oglądam sporo filmów - trafiłam już na kilka naprawdę świetnych. Jak ktoś lubi sensację, to polecam magnetyczny "Trans", wielbicielom thrillerów na pewno spodoba się z lekka bajkowa, przerażająca "Mama", a ci z Was, którzy lubią na filmach pochlipać, którzy czekają na bohaterów, których można podziwiać i sceny, które wzruszają muszą koniecznie oglądnąć "War horse" (nie wiedzieć czemu po polsku tytuł brzmi "Czas wojny"). No i jeszcze oglądałam coś, dzięki czemu piszę dzisiaj ten post:)
 
 
      Nigdy, przenigdy nie przyszłoby mi do głowy, że serial, który zrobi na mnie największe wrażenie, który wbije mnie w fotel bujany, zaczaruje i sprawi, że będę o nim myślała przez kilka prawie całych dni i kilka prawie całych ćwierci nocy nie będzie opowiadał historii z dawnych lat, nie będzie serialem kostiumowym, historycznym. Stwierdzenie tego faktu tak mnie ostatnio zaskoczyło, że musiało ostatecznie zaowocować tekstem na blogu. 
 
      Rzadko biorę się za pisanie o tym, co oglądam, zwykle większe wrażenie robi na mnie to, co czytam. To książki pobudzają moje szare komórki, to one mnie uczą, wzruszają, rozśmieszają na tyle, że czuję potrzebę dzielenia się z Wami procesami myślowymi, które powstają w wyniku lektury. Nie znaczy to, że nie kocham oglądać filmów - nie raz i nie dwa trafiłam na taki obraz, który mnie ujął, który pokazał mi drogę do zgłębiania wiedzy, kilka razy trafił mi się film poruszający mnie do głębi albo zachwycający mnie bez reszty. Niemniej jednak niezwykle rzadko odczuwam potrzebę napisania tekstu o tym, podzielenia się wrażeniami, odczuciami, myślami - wolę już raczej tworzyć opowieści o historiach, o których przeczytałam w wyniku seansu filmowego.
 
      Dzisiaj siadłam do pisania, bo poczułam się oszołomiona. W chwili, w której piszę te słowa nie jestem jeszcze do końca pewna, co będzie w dalszej części mojego artykułu, bo szczerze powiem, że nie czuję się na siłach, aby zrecenzować serial. Główną moją myślą jest to, żeby każdemu, kto lubi filmy kryminalne oraz znakomite, błyskotliwe scenariusze, każdemu, kto kocha genialnych detektywów i najczarniejsze z najczarniejszych czarnych charakterów, każdemu, kto lubi oglądać dobre filmy polecić serial BBC, który zwie się po prostu "Sherlock".
 
      Jakiś czas temu słyszałam o tym, że powstał serial, który przenosi Sherlocka Holmesa do współczesności, daje mu do ręki komórkę i czyni z niego celebrytę medialnego. Moją reakcją było pogardliwe prychnięcie i skrzywienie ust, bo nie przepadam za takimi eksperymentami. Klasyczne opowieści mają w sobie klimat, który zanika w chwili, gdy ociera się o dzisiejszy świat gadżetów, krótkich spódnic i elektronicznej muzyki. Wreszcie jednak skusiło mnie to, iż jest to serial brytyjski, a za takowymi wręcz przepadam, a przy tym zrobiony przez BBC, a to jest dla mnie zazwyczaj obietnicą czegoś naprawdę dobrego.
 
Więcej na: Zielono w głowie